Cytuj:
7. Dworek w Drwalewie
Przy tej pozycji oprócz mojej relacji, zacytuję wypowiedzi innych Forumowiczek, które skopiowałam sobie przed "wielką katastrofą Forumi".

(mam nadzieję, że nie będziecie miały nic przeciwko....)
Miejsce urocze, można z niego zrobić dworek jak z bajki, ale okrutnie zaniedbane.
Większość mebli i sprzętów rozpada się, a jak już coś właściciel próbuje naprawić, to robi to niszcząc cały klimat miejsca - przyklejając na gumę do żucia, wstawiając meble z innej bajki, zamalowując niedociągnięcia. Ogólnie wyjechałam z poczuciem wielkie żalu, że takie miejsce jest tak zaniedbane i że tak nieszczeje.
Cena podstawowego menu wynosi: 170 zł za osobę.
Noclegi: pokoj wynajmuje się za 100 zl. Koszt dla 50 osób to 1000 zł, a dla 80-ciu to 1500 zł.
Kornelia napisał(a):
Co do miejsca to jest ono pełne uroku no i ma swój klimat - w końcu to dworek. Z Ewardem rozmowa jest ciężka - na wszystko niby się zgadza i z niczym nie ma problemu. Ale to tylko pozory; trzeba wszystkiego dopilnować i upewnić się przed weselem czy na pewno to na co się z nim umówisz będzie na weselu. Ogólnie ludzie są zadowoleni z wesel w Drwalewie, gorzej z kompetencją Edwarda. Ale to wynika z tego, że on nie ma doświadczenia w prowadzeniu takich imprez -dopiero się uczy, bo jak wiesz wcześniej imprezy organizowało to olimpijskie biuro podróży.
Menu ustalasz bezpośrednio z kucharzem - pan Nowak. Jest chwalony i potrawy przygotowuje podobno dobrze.
Madzia napisał(a):
Jestem właśnie na etapie dopinania wszystkich szegółów z właścicielem. Mnie się to miejsce bardzo podoba. ładny pałacy a wokoło stary park. Wszystko to tworzy specyficzny, nie przesłodony klimat. Jest to napewno coś innego niż typowa sala weselna (pełna balonów i nie oszukujmy się kiczowatego wystroju nie obrażając nikogo-prawa weselne)z małym ogródkiem. Daje szanse pokazania znudzonym gościom weselami czegoś zupełnie innego. Cenna jest dla mnie uwaga odnośnie pościeli i napewno zwroce uwagę na to w umowie. Ja szukałam sali przez prawie 3 m-ce. I moge ze swojego punktu widzenia wypowiedzieć się prawie o każdej wymienianej na tym forum sali. Jestem stałom bywalczyniom wesel(duża rodzina), chce dlatego aby moje wesele było inne w innym klimacie nie do powtórzenia.Takie możliwości stwarza Drwalewo. Daje duże pole do popisu, zerwania ze sztywną konwencją siedzenia za stołami. Dodatkowo lochy w których będzie krojony tort jest dodatkową atrakcją. Uważam że to jak goście się będa bawić i jak wypadnie całe wesele zależy tylko i wyłącznie od nas pary młodej. To my tworzymy atmosfere wokóło siebie (zachęcamy do zabawy i szleństwa) którą przejmują goście. Mówie to z doświadczenia weselnego.
Karolcia napisał(a):
Dobra dziewczyny postaram się być spokojna.... Zaznaczam, że całą sytuację jaka się zdażyła w Drwalewie traktuje w kategoriach osobistej porażki bo byłam czymś w rodzaju koordynatora ślubnego magdage, i może dlatego tak emocjonalnie podchodzę do sprawy. W sumie to nie wiem od czego dokładnie zacząć. Nasze problemy z panem Edwardem zaczęły się jakieś dwa tygodnie przed ślubem. Wtedy to okazało się, że kelnerzy których nam Edward obiecał chcą bardzo dużo pieniędzy za imprezę i on za to nie zapłaci co zresztą wcale mnie nie zdziwiło (chcieli 400 zł od osoby). Jedyne co Edward miał do zaoferowania w zamian to-dziewczyny u niego pracujące (laski które potrafią podawać jeden posiłek przez 1,5 godziny) albo chłopców z gastronomika. Gdybym miała gwarancję, że to rzeczywiście będą chłopcy po szkole gastronomicznej to bym się może nie martwiła ale niestety miałam duże podstawy żeby przypuszczać, że będą to synowie Edwarda i ich koledzy. Dlatego też uruchomiłam swoje kontakty w tym kierunku i znalazłam innych kelnerów. Edward choć bardzo niechętnie i po długich bojach się zgodził. Panowie mieli być w pałacu o 17 (wesele od 1 i o tym wszystkim Edward został poinformowany wcześniej. Teraz przejdę do meritum sprawy oczywiście połowa z was już pewnie usnęła z nudów. Przyjechaliśmy do Drwalewa w piątek wydawało nam się dużą brygadą (trzy dziewczyny dwóch panów). W planach mieliśmy zrobienie dekoracji sali, dekoracji na samochód, sprawdzenie pokoji i ustalenie gdzie kto śpi, a potem mieliśmy odpoczywać. Okazało się, że nic nie jest przygotowane-stoły nie ustawione, obrusy nie wyprasowane, bałagan w pokojach, brak ciepłej wody, brud, brud i jeszcze raz brud!!!! Na miejscu był tylko kucharz z żoną (jedyne osoby które udzieliły nam jakiejkolwiek pomocy) i pani Beatka, która na nasze stwierdzenie, że trzeba w pokojach łóżka poprzestawiać powiedziała "ojej a po co przecież to tyle roboty. Zresztą ja się muszę uczyć więc proszę mi nie przeszkadzać". Do 4 nad ranem ustawialiśmy stoły przypinaliśmy skertingi próbowaliśmy wyprasować obrusy, robiliśmy dekoracje. Wstaliśmy o 7 rano-dziewczyny miały umówionego fryzjera w Grójcu na 8-wróciłyśmy do pałacu około 9.30, był już Edward, który jak zwykle rozkosznie twierdził, że nie ma się czym denerwować bo będzie dobrze. łaskawie przydzielił nam jedną dziewczynę do pomocy, którą po godzinie zabrał i gdzieś pojechał-zostawił nas z bałaganem w pokojach nie przygotowanymi stołami, brudnymi kieliszkami. Wrócił gdzieś po godzinie i z wielką łaską stwierdził, że kupił nam 4 prześcieradła gdyby przypadkiem zabrakło. Ja już byłam u kresu psychicznej wytrzymałości i zaczęłam z nim rozmawiać o pokojach na co on stwierdził, że przecież pokoje mają być gotowe na 18. Więc ja już zrozpaczona mówie "panie Edwardzie przecież w umowie pokoje są od 14"-na co rozkoszny pan Edzio "tak???? Ja nawet tej umowy nie przeczytałem". W wielkim skrócie myłam podłogi, zaczeli przyjeżdżać goście, nie było ich gdzie położyć bo w pokojach syf, okazało się, że w jednym budynku nie ma prądu i wody (a mieli tam sapć ludzie z malutkim dzieckiem), myłyśmy kieliszki bo były strasznie brudne, kończyłyśmy dekoracje bo wcześniej nie było na to czasu i pocieszałyśmy Magdę, która była strasznie zdenerwowana i załamana. Edward przyjechał przed samym naszym wyjściem do kościoła i opowiadał ludziom którzy odwiedzali pałac, że to wszystko dlatego, iż nie poinformowałyśmy go, że kelnerzy są od 17-po pierwsze wierutna bzdura, po drugie nie wiem od kiedy to kelnerzy myją podłogi i sprzątają w pokojach???? W kościele było super, piękna msza, państwo młodzi wyglądali cudownie. Po mszy zebraliśmy się cichaczem i wróciliśmy do pałacu żeby sprawdzić jak wygląda sytuacja. Okazało się, że nie ma szampana na przywitanie młodych, który był w cenie imprezy więc witaliśmy ich białym winem. Impreza udała się wspaniale dzięki cudownemu zespołowi "Fraglesi" i gościom, którzy naprawde chieli się bawić i świętować z Magdą i Łukaszem. Nawet fakt tego, że nie było wszystkich potraw zapisanych w menu nie mógł nam już popsuć humoru. Następnego dnia miały być poprawiny do wieczora, około 14 okazało się, że zaraz przyjeżdżają młodzi piłkarze z całej Polski i powinni mieć udostępnione pokoje-no cóż ich problem bo my mieliśmy wyraźnie napisane w umowie, że pokoje są nasze do wieczora. Około 16 przyszedł wreszcie Edward i poprosił młodych żeby mu zapłacili reszte pieniędzy. Więc oni do niego poszli i powiedzieli, że nie zapłaca całości bo się nie wywiązał z umowy. Pan młody został wyzwany od skurwysynów i oszustów a nasza Madzia od histeryczek i wariatek-bo przecież bawiliśmy się super więc o co chodzi, Edward stwierdził, że zabrania nam wszystkim wstępu na teren pałacu. Po tej całej awanturze spakowaliśmy się i przenieśliśmy poprawiny w inne bardziej przyjazne ludziom miejsce. To tak w skrócie obraz tego co działo się w Drwalewie. Miejsce jest piękne i broni się samo, dzięki Bogu, że byliśmy tam dzień wcześniej i udało nam się część rzeczy zrobić samemu bo inaczej nie było by wesela. Edward jest niepoważnym, nie odpowiedzialnym człowiekiem, któremu zupełnie nie zależy na klientach. Wszystko zrzucił na karb tego, że kelnerzy przyjechali za późno, a po całej awanturze poszedł do kucharza (cudownego człowieka, który bardzo nam pomógł) i powiedział, że skarżyliśmy się na jedzenie i dlatego Edwardowi nie zapłaciliśmy i teraz to on mu nie zapłaci-biedny pan Adam aż się popłakał. Tak to wszystko mniej więcej z grubsza wyglądało. To oczym zapomniałam dopowie napewno Magdage jak wróci z podróży poślubnej za dwa tygodnie.
Magdage napisał(a):
Cześć dziewczynki kochane )) Karola juz widzę najważniejsze napisała, czyli ostrzezenie przed panem kosmitą, ja zrobię to raz jeszcze i zbiorę do kupy wszystko czego nie dopilnował żeby przyszłe dziewczyny nie miały takiego bajzlu jak ja )) Na szczęscie wszystko się udało, co było zresztą głównym argumentem pana kosmity " ale pani magdo o co chodzi? przeciez wszystko się udało, dla mnie liczy się efekt koncowy" więc się dowiedział ze to iz impreza się udała jest wyłącznie zasługą moich kochanych dziewczyn na czele z Karolcią (polecam jako koordynatora:))), dzięki świetnej orkiestrze (wielkie dzięki dla nich i wyrazy uznania) i oczywiscie świetnym gosciom, którzy bawili się do 7 rano...a niektórzy jeszcze dłużej;) Ale teraz czas na przyjemne rzeczy, edzia zostawiam na pozniej.... Szaleństwo zaczęło się już w środę, najpierw rano okazało się że moja znajoma wiedząc o mojej ogromnej "miłości" do pewnej pani wykładowczyni z naszego wydziału, ale wiedząc że się nie odważę jej zaprosic- zrobiła to w moim imnieniu i okazało się że chętnie "wpadnie"- to naprawdę była ogromna radość, szczególnie że zupełnie przypadkiem dowiedziałam się ze moi znajomi tacy od kołyski nie mają zamiaru przyjechac, ani nawet mnie o tym poinformować, więc był to miód na moje rozkołatane edziem nerwy )) po południu przyjechała moja świadkowa i wzięłysmy się za rozkładanie sukni, patrzymy a na dole sukni.....pomarańczowa plama!!! myślałam że dostanę zawału! potem oczywiscie potraktowałam ją wodą a następnie dowiedziałam się, że satyny nie możnba myć wodą bo zostają zacieki...ale już było za poźno- zaciek był i to jaki!!!! Zaczęłyśmy kombinować i wyobrazcie sobie że zaciek zszedł po natarciu go....mąką ziemniaczaną!!!! W czwartek przyjechali moi teściowie, a ja udałam się na kolejny panieński do koleżanki. W piątek miałąm urodziny i kilka zawałów, oczywiście wszystkie przez edka....czyli pana kosmitę z drwalewa, ale o tym kiedy indziej Piątek był cieplutki i słoneczny i tak naprawdę nieweiele z niego pamiętam, poza tym że wieczorem poszłam do fryzjera i nakręcono mi wałki z którymi miałam wytrzymac do soboty, a że to były moje urodziny stwierdziłam że nie chcę ich spędzac w domu- idziemy na pizzę, łukasz powiedział ze on ze mną w tych wałkach nigdzie nie idzie, szwagier i teśc też, tylko moje kochane świadkowa i teściowa się za mną wstawiły, w końcu łukasz wynalazł jakąś swoją bluzę z wielkim kapturem i kazał założyć na łeb...nie miałam innego wyjścia )) Najgorsza była noc, po pierwsze wałki, po drugie telefony do dziewczyn, które już były w drwalewie i próbowały coś zrobić...to był koszmar- edka nie ma, dziewczyn nie ma, nic nie gotowe, nikt nic nie wie, edek nie odbiera telefonu......pewnie mam wrzody na żąłądku i nie tylko ja...Karola w pewnym momencie przestała odbierac moje telefony i kazała mi iśc spać...poszłam około 2. Wstałam juz prawie spokojna o 7 i na ósmą pojechałam do fryzjera....fryzura wyszła dokładnie taka jaką chciałam, tylko okazało się ze nie pasuje do niej mój ukochany toczek:( Przyjechała po mnie Luka i pojechaliśmy do nas do domu gdzie nasza cudowna Pani Kasia malowała już moją teściową, przyszedł tez nasz fotograf Robert- tak szczerze mówiąc to nie wiem co byśmy bez niego zrobili i wcale nie mówię tu o zdjęciach!!! Potem zebraliśmy się wszyscy i pojechaliśmy do drwalewa, do tego czasu było super miło, fajnie i wzruszająco, ale to co zobaczyłam na miejscu.....przeszło wszelkie moje czarne oczekiwania...Karolina ze łzami w oczach i trzęsącymi się rękoma, goscie w samochodach bo nic nie gotowe i nie ma ich gdzie położyc, brak ciepłej wody, stoły nie gotowe, edka nie ma i nie ma tez zadnej dziewczyny z jego ekipy do pomocy jest tylko kucharz i jego żona. W życiu się nie spodziewałam że w dniu ślubu, we fryzurze i makijazu będę ganiała po pałacu i szukała poscieli, miejsca dla gości itp. W pewnym momencie nie wytrzymałam i zadzwoniłam do niego z pytaniem gdzie on w ogóle jest, że tu jest bajzel i niech natychmiast coś zrobi, kazał mi się nie denerowować i że jakoś to będzie i podobne bzdury- darłam się tak głosno że słyszeli mnie chyba wszyscy w wiosce, potem zaczęłam ryczeć, moje dziewczyny prawie też, łukasz kazał mi natychmiast isc do pokoju i się ubierac bo juz było po trzeciej.... Przez edka musiałam się ubierac sama bo moje dziewczyny konczyły stroic salę, tu wielkie ukłony dla fotografa Roberta bo wiedział wszystko od tego jak się zakłada suknię, fular, kto gdzie stoi i sto tysięcy innych rzeczy na które sama bym nie wpadła....a oczywiście do koscioła już byliśmy spoznieni Zeszłam do samochodu i zobaczyłam że zjawił się nasz pan kosmita, była tez nasza Madzia, Kornelia i jeszcze jedna dziewczyna.....edward oczywiscie sciemniał je ze wszystko jest ok i co my chcemy za takie pieniądze....(no tak mokre prześcieradła, brak poscieli, prądu, łóżek i ciepłej wody, mało jedzenia, burdel wszędzie, chodzenie rano po [pokojach spiących gości i oprowadzanie jakichś ludzi, brak szampana- to wszystko atrakcje za taką cenę) szkoda że nie powiedział wcześniej:| Oczywiście w kosciele byliśmy o 4, ale ksiądz się okazał aniołem i w ogóle cały ślub był cudowny, cały czas się śmialiśmy, ksiądz był wyluzowany sypał żartami, moje kochane dziewczyny siedziały obok nas w kościele, na konec były brawa i naprawdę było tak jak sobie wymarzyłam. Wesele udało się też znakomicie chociaż było parę błędów organizacyjnych, ale już wtedy się tym nie przejmowałam...ani edziem ani niczym...Orkiestra przeszła moje najśmielsze oczekiwania! I to pod każdym względem!!! Polecam, polecam, i jeszecze raz polecam, pełen profesjonalizm, kultura, rewelacja!!! Kombinuję jak by to zrobić zeby móc się przy nich bawiś jeszcze chociaż raz...oczywiscie było kilku wujków którzy mieli pretensje że nie grają discopolo, ale któryś z chłopaków odpowiedział że to wesele a nie bal emeryta ))) Bawiliśmy się do 7 rano, potem były poprawiny, ale to juz mniej przyjemny temat, więc poruszę go kiedy indziej, czyli przy okazji wypisywania wad drwalewa i edzia )) Tak czy siak był to piękny dzień i główne podziękowania należą się: -Karolci i dziewczynom!!!! bez nich tego bym nie przeżyła (KAROLA NA KOORDYNATORA!) Fotografowi Robertowi, nie dość że robi świetne zdjęcia to jest świtną osobą, bardzo pomocną, wie prawie wszystko o ile nie wszystko, do tego przesympatyczny facet z niego- polecam gorąco. FRAGLESOM moim cudownym, którzy są najlepszym zespołem na świecie i też polecam wszystkim, którzy chcą mieć na weselu orkiestrę z klasą, słuchem, rewelacyjnym wokalistą, przesympatyczną i sama nie wiem co jeszcze mogę powiedziec- jakby co dam telefony do moich gości, którzy cały czas mnie pytali skąd ja wytrzasnęłam TAKĄ ORKIESTRĘ ))) Dzięki Pawełku:) Kochanej Pani Kasi od makijażu i Pani Kasi fryzjerce- było tak jak chciałam i jeszcze lepiej, miło sympatycznie i normalnej cenie- również polecam. uffff, ale się rozpisałam, jak się uda to wkleję kilka zdjęć chociaz widzę, że juz jakies Karola wkleiła ))) a i jeszcze: EDZIU na księżyc!!! ))
No i jeszcze fotki:
